Ekipa Bungee wrzuciła na YouTube nowy odcinek z Marcinem Najmanem, w którym twórcy wcielili się w podwładnych cesarza. Najman otrzymał tę rolę podczas wizyty w Częstochowie, gdzie ekipa postanowiła mu usługiwać i wykonywać jego rozkazy. Już od pierwszych minut widać, że to będzie czysta improwizacja. Plastikowe hełmy, prowizoryczna armata i rozkazy wydawane z pełną powagą, której nikt nie jest w stanie utrzymać.
Co się tam wydarzyło?
Tym razem twórcy pojechali podbijać Jasną Górę i rozpoczęli improwizowane usługiwanie Cesarzowi, które szybko przerodziło się w komediowe przygotowania do parady.
Pierwsza obserwacja jest taka, że im bardziej ktoś traktuje sytuację poważnie, tym szybciej wszystko zaczyna wyglądać jeszcze bardziej absurdalnie. Najman wydaje komendy, a jego armia próbuje ustawić się w szyku, który za każdym razem przypomina coś między wycieczką szkolną a kolejką po kebaba.
W odcinku pojawia się test armaty. Jeden strzał (dodany w post produkcji) i koniec, bo amunicja była tylko na próbę. Cesarz uznaje sprzęt za sprawny. Armia przyjmuje to bez pytań. Morał z tej części jest prosty. Jeśli coś zadziałało raz, to znaczy, że działa perfekcyjnie – można ruszać na podbicie Jasnej Góry.

Kolejnym zadaniem jest sprzątanie przy koniach. Ekipa Bungee dostaje rozkaz przygotowania zaplecza przed bitwą. Żołnierze podchodzą do konia ostrożniej niż do egzaminu ustnego na maturze. Koń patrzy. Oni patrzą. Nikt nie chce zrobić pierwszego kroku. Cesarz obserwuje i zaczyna tracić wiarę w zwycięstwo.
Drugi wniosek z filmu. Bitwy przegrywa się szybciej, kiedy największym przeciwnikiem okazuje się spokojnie stojący koń.
Warte uwagi: Marcin Najman i niekończąca się opowieść. Odejścia, powroty i medialne burze

Gdy bitwa przestaje być realna, pojawia się pomysł parady. Powstaje tron z deski. Testy wytrzymałości trwają dłużej niż same przygotowania do marszu. Każdy coś dopasowuje, ktoś coś podtrzymuje, a cesarz czeka, aż jego armia odkryje podstawy fizyki. Morał numer trzy. Jeśli konstrukcja wygląda podejrzanie, to na pewno ktoś powie, że była już testowana i działa.
To już ten czas! Grupa Bungee z Cesarzem na kawałku drewna idą podbić Jasną Górę!
W finale Ekipa Bungee podnosi cesarza i rusza w improwizowaną defiladę w okolicach Jasnej Góry. Padają okrzyki Ave Cezar, przechodnie patrzą z zaciekawieniem, a całość wygląda jak historyczne widowisko przygotowane pięć minut wcześniej. Cesarz przyjmuje hołdy, armia próbuje iść równo, co kończy się marszem w kilku różnych kierunkach jednocześnie.
PODSUMOWANIE
Materiał z Najmanem oglądało się zdecydowanie lepiej niż poprzednią produkcję ekipy Bungee, w której jedli swoje własne wymioty. Tym razem widać wyraźny progres. Jest klimat, jest postać cesarza, jest narracja i jest coś, co po prostu ogląda się z absurdem ale i przyjemnością.
Warte uwagi: Ekipa Bungee szokuje w nowym materiale. Panowie jedli własne wymiociny
Krótko mówiąc progresujemy, progresujemy i idziemy do przodu. Lepsza dynamika i większa przyjemność z oglądania. O to chodzi.




















